niedziela, 5 czerwca 2016

XII: Powiedz, o co mam walczyć, po co iść pod wiatr?

            Zarzucił na grzbiet czarną, skórzaną kurtkę i już miał zejść na podziemny parking, gdzie zaparkował swoje Audi A8, ale usłyszał stukanie szpilek. Obejrzał się, kiedy na chwilę ustało. Anahí właśnie ściągała buty, by móc iść szybciej. Ich spojrzenia się spotkały. Posłała mu przepraszający uśmiech i podbiegła do niego. Gdy już stali twarzą w twarz, opuścił lekko głowę, by spojrzeć jej prosto w oczy. Była od niego niższa w szpilkach, a co dopiero bez nich. Ale nigdy mu to nie przeszkadzało. Skupił się na jej zielonych niczym świeżo wymieniona na Camp Nou murawa. Uśmiechnął się na samą myśl. Tęsknił za tym stadionem. I tęsknił za Gran Derbi, które teraz mógł oglądać jedynie w telewizji. Westchnął cichutko i ponownie zagłębił się w jej oczy. Przeraził się nie na żarty, widząc w nich jedynie smutek i ból. Nie było tu tej radości, śmiechu co kiedyś. Cholera, nie było nawet niepewności! Tylko ból i smutek.
– Coś się stało? – zapytał – Podpisałem wszystkie papiery.
– Tak, wiem. – założyła sobie kilka niesfornych kosmyków za ucho i przygryzła leciutko dolną wargę – Thiago… Ja… Chciałam cię za wszystko przeprosić. – chciał coś powiedzieć, ale położyła palec wskazujący na jego ustach – Proszę cię. Nie mówię o naszym rozstaniu. Nie za to… Chcę cię przeprosić za to, jak się zachowywałam tutaj, w Monachium. Nie postępowałam fair. Nie pomyślałam, że ty też mogłeś przeżyć to rozstanie tak samo ciężko jak ja. Że ciebie też to cholernie bolało i nie chciałbyś rozdrapywać starych ran. – jęknęła – Thiago, ja naprawdę nie chciałam sprawić ci przykrości ani problemów moim pojawieniem się tutaj. Po prostu w chwili, kiedy dowiedziałam się o pomyśle zrobienia z tobą tego przeklętego wywiadu… – pokręciła głową – Ja nie mogłam się powstrzymać. Chodziłam za przełożonymi przez ponad miesiąc, dzień w dzień, żeby to mnie przydzielili do tego zadania. A kiedy usłyszałam, że się zgodziłeś? Skakałam ze szczęścia jak głupia. Oszalałam. Tak bardzo chciałam cię znów zobaczyć, porozmawiać. – przysunęła się bliżej i położyła dłoń na jego policzku – Wiesz, że zawsze miałam niewyparzony język i jeszcze raz cię przepraszam za to wszystko. Wiem, że w ogóle nie powinnam była tu przyjeżdżać, znów pojawiać się w twoim życiu. Nie miałam do tego prawa. Nie po tym wszystkim. Mam nadzieję, że mi wybaczysz – uśmiechnęła się, ale ten uśmiech nie obejmował jej oczu. Znał ją zbyt długo, by się na to nabrać.
– Naprawdę się przejęłaś, kiedy usłyszałaś o opóźnieniach w rehabilitacji i o profesorze – jego głos był niski i głęboki zarazem.
– Tak. – zamrugała kilka razy, jakby nie wierzyła, że to naprawdę mogło go zdziwić – Nie mogłam tego zrozumieć, bo zawsze byłeś silnym i upartym facetem. To nie było do ciebie podobne.
– Cóż… Trochę się działo i tak jakoś wyszło – wzruszył ramionami. Opuszkami palców nadal przemierzała jego zarośnięty policzek. Nie odtrącił jej ręki.
– Mam nadzieję, że to nie przeze mnie… – skrzywiła się na samą myśl.
– Nie, spokojnie – zaprzeczył bardzo szybko.
– Thiago, ja… – przerwał jej gniewnym spojrzeniem.
– Przestań mnie w końcu, do cholery, przepraszać! – warknął.
– Ja… – przesunęła palce po jego szczęce. Przez szyję dotarła do klatki piersiowej, gdzie tuż nad jego sercem ułożyła dłoń i lekko się uśmiechnęła sama do siebie, czując jego bicie – Chciałam ci tylko powiedzieć, – odchrząknęła, bo głos zaczął się jej łamać – że nie musisz się obawiać kolejnych wywiadów. Już na siebie nie wpadniemy. Nie ważne czy celowo, czy nie. Nie spotkasz mnie w żadnym studio telewizyjnym, na żadnym wywiadzie, na żadnej sali konferencyjnej. Nie grozi ci to – spuściła wzrok.
– Poczekaj, co? – nie rozumiał – Skąd możesz wiedzieć, dokąd cię wyśle pracodawca za kilka lat? Wpiszesz sobie w umowę o pracę, że nigdy się nie pojawisz tam, gdzie będę ja? – prychnął.
– Nie. – pokręciła głową. Delikatnie ułożył dwa palce prawej dłoni pod jej brodą i uniósł ją do góry tak, by na niego spojrzała. Doszukiwał się odpowiedzi w jej oczach, ale niczego tam nie było – Po prostu z tym kończę.
– Co? Z czym? – odpowiedziała mu cisza – O czym ty, do cholery, mówisz, Anahí?!
– O tym, że to było moje ostatnie zlecenie. Odchodzę z Canal+. Odchodzę z dziennikarskiego świata. Nie mam już po co walczyć, po co iść pod wiatr.
– Ale jak to? Anahí? – widział łzy w jej oczach – Przecież to było twoje marzenie. Żeby być dziennikarką sportową. Nie rozumiem…
– No właśnie, Thiago. – wykrzywiła usta w czymś na kształt uśmiechu – Nie rozumiesz. – pogłaskała go delikatnie po klatce piersiowej i poczuła, jak jego serce przyśpieszyło – Nigdy nie rozumiałeś. – zabrała dłoń, po czym spojrzała mu prosto w oczy – To nie dziennikarstwo sportowe było moim marzeniem.
– A co? – zdziwił się, patrząc, jak stawiała kolejne maleńkie kroczki w tył.
– Ty. To ty byłeś moim marzeniem od tamtego dnia, kiedy przywaliłeś mi piłką w głowę. – ten uśmiech dotarł już do oczu, był prawdziwy – Dziennikarstwo sportowe było tylko i wyłącznie po to, żebym mogła być zawsze blisko ciebie. – kolejny krok – Jeździć z tobą po świecie. Widzieć twoją radość, gdy wchodzisz na murawę, strzelasz gola, wygrywasz mecz, zdobywasz puchar. – znów się cofnęła o kawałek – A teraz to już nie ma sensu, Thiago. Nie ma sensu, bo nie ma ciebie. – widział tę łzę, zanim zdążyła ją otrzeć – Tak więc nie pozostało mi nic innego, Thiago. – uśmiechnęła się szeroko – Odchodzę.
            Stał tam na środku zimnego, betonowego korytarza prowadzącego do garażu i tępo wpatrywał się w coraz to bardziej oddalające się ciało drobnej Katalonki. Nie dostrzegał już koloru jej pięknej sukienki. Widział jedynie cień i powiewające włosy. Biegła. Chciała stąd uciec jak najszybciej. Uciec jak najszybciej od niego. Od Thiaguinho.

            Sam nie wiedział, jakim cudem wsiadł w samochód i dotarł pod dom. Wyłączył silnik na podjeździe. Oparł głowę na dłoniach. Nie zorientował się nawet, kiedy z jego oczu poleciały łzy. Gorzkie łzy, które wyrażały cały jego smutek.
Anahí.
A więc tak to było? Wybrała kierunek studiów tylko i wyłącznie ze względu na niego i na to, by móc zawsze być blisko niego? Nie chciało mu się w to wierzyć. Ale po chwili, do jego umysłu wdarła się pewna scena z przeszłości.
         Siedział na kanapie w domu dziadków Anahí, a ona leżała z głową na jego udach. Oglądali powtórkę El Clásico. Ona gładziła go dłonią po kolanie, a on przeczesywał palcami jej piękne, brązowe włosy, pachnące kokosem. Miał siedemnaście, a ona szesnaście lat. Już wtedy coś między nimi było. Często ze sobą flirtowali. Po jednej z imprez nawet ją pocałował, ale ona potem zachowywała się, jakby nic takiego nie miało miejsca.
         Przyglądali się poczynaniom piłkarzy, aż w końcu arbiter zagwizdał, kończąc emocjonujące spotkanie. Anahí obróciła się na plecy i szeroko uśmiechnęła. Złapała jego dłoń w swoją i bawiła się ich splecionymi palcami.
– Co teraz robimy? – zapytała – Dziadkowie wracają dopiero jutro wieczorem. – zachichotała – Pojechali do cioci Marii, bo urodziła synka i ktoś musiał się zająć Sergio.
– No proszę. Nasz mały Sergito doczekał się braciszka?
– Mhm. – przygryzła wargę – Ale nie zmieniaj tematu. – spojrzała na niego groźnie – Co robimy?
– Nie wiem. – westchnął, uniósł jej dłoń do ust i ucałował małe kosteczki – A co ty byś tak w ogóle chciała robić? – przyglądał jej się uważnie.
– Można by zrobić coś do jedzenia albo… – zaczęła mówić, lecz Alcântara jej przerwał.
– Nie o tym mówię, Anahí. – pokręcił głową – Pytam o to, co chciałabyś robić w życiu?
– A ty? – wpatrywała się w jego oczy, a on się głośno roześmiał. Uderzyła go delikatnie w brzuch – Nie śmiej się ze mnie! Boże, wiem, że jestem kretynką. – jęknęła – Przecież to oczywiste, że chcesz być zawodowym piłkarzem.
– Ej, wcale nie jesteś kretynką. Nie mów tak. – cmoknął ją w czoło – Tak, chcę być piłkarzem. A moja ulubiona fanka kim chce być?
– Ulubiona? – uniosła brwi – Chyba jedyna – zaśmiała się.
– Skarbie, łamiesz mi serce.
– Oj, już się nie bocz. – zachichotała i ucałowała jego policzek, po czym westchnęła przeciągle – Nie wiem. – wzruszyła ramionami – A może… – przygryzła dolną wargę i niepewnie na niego spojrzała – Thiago, a co byś powiedział, gdybym tak została dziennikarką sportową?
– Dziennikarką sportową? – zaśmiał się – W sumie nadawałabyś się. Jesteś wygadana – cmoknął jej skroń.
– Wiesz, wtedy też mogłabym jeździć po świecie. Tak jak ty.
– Racja. Fajnie by było, jakbyś się załapała do współpracy z klubem. Wtedy jeździłabyś razem z nami, chodziła z nami na mecze. Każde spotkanie widziałabyś na żywo.
– I byłabym zawsze blisko ciebie – powiedziała ciszej.
– Tak. – przyjrzał jej się z cwanym uśmieszkiem – Byłabyś blisko mnie. – wziął ją w ramiona i mocno przytulił, sadzając ją jednocześnie na swoich kolanach – Wiesz, to wcale nie taki głupi pomysł z tym dziennikarstwem – cmoknął ją w policzek i pogładził po plecach.

            Teraz ta scena otworzyła mu oczy. Anahí mówiła prawdę. Dziennikarstwo było jedynie wymówką, by być blisko niego. Nie wiedzieć czemu, szeroko się na tę myśl uśmiechnął. Jego serce się radowało. Ona go już od dawna kochała. Nie tylko on wpadł po uszy wtedy na tej spokojnej uliczce po zajęciach w La Masíi. Ją spotkało to samo. Thiago zauważył w końcu maleńki promyczek przebijającego się przez deszczowe chmury słońca. Może jeszcze istniała dla niego szansa na szczęście?

 ***
I co teraz powiecie o Anahi? Pojawiły się nowe okoliczności, czyż nie? ;)

niedziela, 29 maja 2016

XI: Szkoda, że już teraz mogę tylko chcieć.

– Rusz się Maiol, bo cię zaraz odstawię na kilkaset metrów! – zaśmiał się i nadal biegł przed siebie. W pewnym miejscu zatrzymał się i rozejrzał dookoła. Tu było pięknie. Widok ze wzgórza roztaczał się na lwią część Monachium. Wciągnął do płuc dużą porcję świeżego powietrza. Poczuł zapach świerków, całego lasu. Co chwilę dało się usłyszeć ciche ćwierkanie ptaszków. Było cudownie. Znów czuł się świetnie. Uśmiechał się, żartował, przykładał do pracy. Stary Thiago wrócił.
– Żebyś tylko nie przesadził, Alcântara. Nie będziemy cię potem znowu składać do kupy z maleńkich kawałeczków – zagroził trener.
– Spokojnie, dam radę. Wiesz, wspaniale się czuję. Nie zdajesz sobie nawet z tego sprawy. Czuję, że wracam do żywych. W końcu chce mi się żyć. Mógłbym tu zostać jeszcze długo i biegać po tych górach. Pięknie tu, naprawdę.
– Wiem. Widoki przypominają trochę Barcelonę. Zupełnie jakbyś biegał gdzieś w pobliżu Tibidabo albo Montjuïc, nie? – poklepał go po plecach – Ale dosyć tych marzeń, trzeba wracać. Za dwie godziny masz wywiad z tymi pasożytami z Canal+. To jak? Idziemy? – spytał, podając piłkarzowi butelkę z napojem izotonicznym.
– Tak. – wyszczerzył się – Nawet ten wywiad nie popsuje mi humoru. Wiesz dlaczego?
– Nie mam pojęcia. Oświeć mnie.
– Będę wujkiem, stary! – krzyknął uradowany.
– Czekaj, co?! Rafinha będzie miał dziecko? On w ogóle ma dziewczynę? – wytrzeszczył oczy blondyn.
– Nie, nie on – zachichotał.
– Thaísa?!
– Zwariowałeś? Ona dopiero z piaskownicy wyszła.
– No bez przesady…
– Maiol, bo inaczej sobie pogadamy – pogroził mu palcem, a tamten się zaśmiał.
– Spokojnie, nie mam zamiaru startować do twojej siostry. Ale w takim razie kto jest w tej ciąży?
– Emma, dziewczyna Giovaniego. Mam się szykować na chrzestnego. Obiecali, że będą mi podrzucać dziecko, jak będą chcieli gdzieś wyjść – śmiał się, gdy ruszali w dół wzgórza.

            Poprawił jasnoniebieską koszulę, przeczesał palcami ciemne włosy i wyszedł z szatni. Powoli zmierzał ku loży VIP-owskiej, gdzie miał się odbyć wywiad. Z uśmiechem na twarzy przywitał się z ochroniarzem, imieniem Jurgen i wszedł do przeszklonego pomieszczenia. Tam, na fotelu siedziała już Hiszpanka. Gdy go zobaczyła, posłała mu niepewny uśmiech i zaprosiła gestem ręki, by zajął wyznaczone miejsce.
– Okay, wszystko gotowe. – rzucił kamerzysta – Zaczynamy.
– Po długim czasie namów, w końcu udało nam się doprowadzić do skutku wywiad z jednym z ulubionych piłkarzy Hiszpanów. Panie i panowie, jest tu ze mną Thiago Alcântara do Nascimento.
– Witam wszystkich – uśmiechnął się delikatnie do kamery.
– Thiago, może na początek, jak się czujesz?
– Bardzo dobrze. Cieszę się z tego, jak współpracuje mój organizm.
– Powoli wracasz do stanu sprzed kontuzji. Dolegliwości związane z wiązadłem krzyżowym nigdy nie należą do najprzyjemniejszych ani najkrótszych. W twoim wypadku, kontuzje zabrały ci wiele. Między innymi udział w Mistrzostwach Świata w twoich rodzinnych stronach, w Brazylii.
– Tak, to prawda. Miałem wielkiego pecha, że przydarzyło mi się to akurat w tamtym czasie i że było to tak poważne.
– Musiałeś przejść bardzo szybko operację. Jak długo zajęło wybranie fachowca?
– Nic. Oczywiste, zarówno dla mnie jak i moich bliskich, było, że musi się mną zająć najlepszy specjalista, jeśli myślę o powrocie do piłki. A wiadomo, że najlepszy w tej akurat dziedzinie jest pan doktor Ramon Cugat. Zgodził się, przeprowadził operację, przygotował plan rekonwalescencji, a tutejsi klubowi lekarze oraz fizjoterapeuci mieli za zadanie pomóc mi w powrocie do pełnej sprawności.
– Jednak nie szło im to chyba najlepiej, skoro rehabilitacja przebiegała u ciebie tak powoli – zauważyła. Przyjrzał jej się dokładnie. Miała na sobie bordową sukienkę do kolana, ze skromnym dekoltem i rękawem ¾. Włosy rozpuściła i przełożyła na lewą stronę. Na stopach miała wysokie szpilki. Makijaż, jak zwykle zresztą, nie wymagał nawet najmniejszych poprawek.
– To prawda, że nie wszystko poszło zgodnie z planem. Jednak nie można winić specjalistów. Jedyną osobą, która tu nawaliła byłem ja – przyznał ze spokojem, po czym upił łyk wody.
– Jak to? – zmarszczyła lekko brwi.
– Nie stawiałem się na zajęciach, nie odbierałem połączeń, nie wpuszczałem nikogo do domu. – wzruszył ramionami – A jak już pojawiałem się w klubie, często się obijałem, nie dawałem z siebie wszystkiego.
– Co sprawiło, że byłeś w takiej depresji? – jej ton wskazywał, że bardzo się martwiła.
– Cóż… Nie nazwałbym tego depresją. To był bardziej taki wielki dołek, z którego nie potrafiłem się wydostać. Wszystko dokoła mnie przytłaczało. Wszyscy skupiali się na mnie i na moim kolanie, powrocie do sprawności… Nie było innych tematów, a to mnie już męczyło. Jedynymi osobami, z którymi mogłem porozmawiać bez ryzyka pytania o rehabilitację i kolano byli moi trzej przyjaciele.
– Rafinha, Jona i Gio – zakończyła za niego.
– Dokładnie. Niemniej jednak ciężko mi było się podnieść po tej kontuzji.
– Dlaczego? Zerwane wiązadło to jeszcze nie wyrok, nie koniec kariery…
– Owszem, ale wyobraź sobie, że najpierw łapiesz jedną kontuzję, która wyklucza cię z udziału w Mistrzostwach Świata, a kiedy jesteś już praktycznie zdrowa, przydarza ci się nowa kontuzja. Tym razem o wiele gorsza, poważniejsza. Masz świadomość, że nie zagrasz przez co najmniej pół roku. Jak się czujesz?
– Zagubiona, wkurzona, zdołowana?
– Zgadza się. I powoli zaczynasz wątpić w to, że rehabilitacja ma sens. Proces jest długi i cholernie bolesny, a ty masz już tego po dziurki w nosie. Cały czas się pilnujesz, żeby tylko nie pogorszyć stanu kolana, masz paranoję. W końcu pewnego dnia stwierdzasz, że w twoim życiu brakuje jakiegoś impulsu, który dałby ci kopa. I uznajesz, że łatwiej i lepiej będzie, jeśli się poddasz. – wyjaśnił – Tak właśnie było ze mną.
– Klubowi bardzo zależało na tym, żebyś wyzdrowiał. Przejęli się twoim stanem psychicznym, chcieli zapewnić pomoc, ale podobno nie chciałeś o tym nawet słyszeć.
– Owszem. Ale w końcu odwiedziłem gabinet profesora Vigasa i mogłem z kimś szczerze pogadać.
– Jak widać, przyniosło to pozytywne skutki.
– Chyba tak – niewielki uśmiech zagościł na jego twarzy.
– Pytanie od naszych telewidzek… Czy serce Thiago Alcântary jest zajęte? – wpatrywała się tępo w kartkę.
– Pytasz o to czy Thiago Alcânatara jest zajęty, czy tylko czy jego serce jest zajęte? – uśmiechnął się lekko – Bo to dwie różne sprawy.
– Pytam o serce – rzuciła słabym głosem i ostrożnie spojrzała mu prosto w oczy. Próbowała coś z nich wyczytać. Lekko się zarumieniła, gdy puścił jej oczko.
– Tak, serce Thiago Alcântary jest zajęte.
– Na jakim etapie leczenia jesteś? – odchrząknęła i pobladła. Tak, znacznie pobladła słysząc jego odpowiedź.
– Biegam. Treningi są coraz intensywniejsze i już w najbliższym czasie rozpocznę indywidualne treningi z piłką. A to będzie już ostatnia prosta.
– W takim razie życzę ci w imieniu naszych telewidzów i wszystkich kibiców piłki nożnej szybkich postępów. I oczywiście mamy nadzieję zobaczyć cię już niedługo grającego w pełni twoich możliwości.
– Serdecznie dziękuję.




 ***
Nieuchronnie nadchodzi koniec... Ale najpierw... ;D

PS Chętnych zapraszam tu: http://without-an-end.blogspot.com/